W dzisiejszym świecie bylejakości nie tak łatwo skusić dziecko tym, co wartościowe. Razem z moim synem podjęliśmy to wyzwanie i wśród byle jakich książek wyławiamy te, które są mądre i piękne. A jest ich sporo, wystarczy poszukać. Świat ilustracji zaczarował nas w szczególności...

piątek, 20 czerwca 2014

Halina Koszutska, Czerwony samochodzik

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 1973
Oprawa: twarda
str.15
Wiek: 3+ (no może 4+)

Ilustracje: Hanna Krajnik

To książka bardzo jesienna, ale jak się okazało - w sam raz na deszczowy początek lata: o chłopcu, który na urodziny dostał czerwony samochodzik i zaraz potem udał się w niezwykłą podróż wraz ze swoim psem Słonikiem (który był z soli) do jesiennego lasu. Kogo tam poznał, z kim rozmawiał, czego dowiedział się o przygotowaniach do zimy i czy zmniejszył się naprawdę, czy na niby dowiecie się z książki. Zachęcam do trudu poszukiwań.
Wydawało mi się, że ilustracji Hanny Krajnik wcześniej nie znałam, jednak okazało się, że już gości na naszej półce (Cudaczek-Wyśmiewaczek z 1983 r.).

A co myślicie o kupowaniu dzieciom używanych książek? Usłyszałam ostatnio "delikatną" aluzję, że nie powinno się małym dzieciom podrzucać "starych, używanych przez nie wiadomo kogo, pożółkłych i zakurzonych książek". Dla mnie to skarby. Franek też je lubi i żadnych niepokojących objawów u niego nie zauważyłam... Co o tym myślicie?






9 komentarzy:

  1. Ale macie cudne autko!
    Zgadzam się z Tobą - dla mnie stare książki, szczególnie (!) te dla dzieci, to skarby. Z radością zabrałam od rodziców 4 takie siaty (nie reklamówki, tylko takie gigantyczne sztywne torby). Przecież jest tyle cudownych książek, które są dostępne tylko w wydaniach sprzed 30, 40, 50 lat! A Krzysiul je uwielbia i prosi o czytanie równie często jak tych nowszych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, zazdroszczę tych siat... :-) Dla mnie wizyta w antykwariacie to jak wyprawa w poszukiwaniu skarbów. Franek jeszcze mały, ciekawa jestem czy za rok-dwa będzie chciał czytać stare książki. Sam zdecyduje.

    Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. W wieku, gdy książki się smakuje w dosłownym tego słowa znaczeniu, to może bym się zawahał przed daniem do rąk "używki" :) Ale później, to pewnie że tak. Tym bardziej, że nie wszystko jest wznawiane :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście okres dosłownego smakowania literatury już za nami, więc "używamy", ile wlezie ;) Zresztą tak się składa, że ciężko jest znaleźć stare książki dla tych naprawdę najmłodszych. Ostatnio, gdy zobaczyłam w antykwariacie kartonową książeczkę sprzed 20 lat, bardzo się zdziwiłam. Ciekawe czy nie ma ich, bo dzieci w tym wieku najszybciej niszczą książki, czy kiedyś po prostu nie myślano o tak młodym czytelniku...

      Usuń
    2. Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale tego lata mam zamiar przekopać się przez dziecięce starocie w biblio, to może wtedy zabiorę głos :D

      Usuń
  4. Kolejne cudo, ilustracje zachwycające. Chętnie sama, dla własnej przyjemności zakupiłabym coś tak pięknego :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdzie można kupić takie idealnie dopasowane czerwone autko :) Potrzebuję aż 2 sztuk dla naszych bliźniaków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że to był prezent i nie mam pojęcia :) Wcale nie jest tak bardzo dopasowane, bo ten nieksiążkowy samochód to tak naprawdę wóz strażacki ;) ale staraliśmy się znaleźć najbardziej podobny (w wielkim pudle resoraków) pozdrawiam i powodzenia w poszukiwaniach!

      Usuń
  6. Idąc tym torem, że książki używane, to zło, to biblioteki powinni zamknąć. ;) Wszędzie umiar i będzie dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń